09 kwietnia 2018

(56) Trzydzieści dni szansy: "Bieg do gwiazd"


   Temat chorób psychicznych i śmierci ostatnio dosyć często przewija się przez literaturę młodzieżową. To dobrze, że zdrowie psychiczne przestaje być tematem tabu i po prostu się o tym mówi. Z drugiej strony - nie każde przedstawienie tego tematu jest właściwe i nie zawsze problem jest odpowiednio pogłębiony. Czasami trudno jest uniknąć przesadnego dramatyzmu. Dominice Smoleń, młodej autorce, nie udało się tego zrobić. Mimo to "Biegu do gwiazd" nie określiłabym książką złą. Ma wady, ale ma też zalety, które są w stanie zapewnić jej grono zadowolonych czytelników, szczególnie pośród grona czytelników young adult. Mnie osobiście powieść nie urzekła, ale mimo to muszę przyznać, że umiliła mój czas.

   Adrianna nie ma łatwo w życiu. Nie dość, że choruje na cukrzycę typu pierwszego, tak zwaną "dziecięcą", to jeszcze zapadła na depresję. Po powrocie do domu po pobycie w szpitalu psychiatrycznym, otrzymała list. List od babci - osobie, która była najbliższa jej sercu. Wiadomość została przekazana już po śmierci nadawczyni. Ada w kopercie odnalazła jedną prośbę: aby przez trzydzieści dni spróbowała żyć jak normalna nastolatka, jakby była kimś, kto nie musi zmagać się z poważnymi chorobami. Po tym czasie miała zdecydować, czy wybiera życie, czy śmierć. "Bieg do gwiazd" jest historią dziewczyny, która próbuje wybudować swój świat na nowo, która po raz kolejny uczy się po prostu żyć.

   Główna bohaterka w ciągu tylko jednego miesiąca przeżywa bardzo wiele. Bawi się, miło spędza czas, odnajduje przyjaciół i może nawet kogoś więcej. Momentami zastanawiałam się, czy to faktycznie możliwe? Czy naprawdę osoba w ciężkiej depresji, która ma za sobą kilka prób samobójczych i która jest świeżo po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego, naprawdę jest w stanie z dnia na dzień po prostu żyć i cieszyć się dniem? Być może faktycznie jest to prawdopodobne, ale nie czułam się do końca przekonana. Nie mnie jednak to oceniać, gdyż sama nigdy nie znalazłam się w tej sytuacji, a choroby psychiczne mają to do siebie, że obraz kliniczny u każdego pacjenta może być różny. Na łamach powieści działo się bardzo wiele. Przez to też ciężko było mi się nudzić, mimo że obserwowałam tylko codzienne życie jakiejś dziewczyny. Nie przeżywała ona sytuacji typowych dla fantastyki, której tak wiele czytam.

   Na uwagę z pewnością zasługuje to, że Ada zmagała się z cukrzycą. O tej chorobie nie mówi się wiele w kulturze popularnej, ba - nie mówi się praktycznie wcale. Jest to problem, który jest obecny w życiu ogromnej ilości ludzi dwudziestego pierwszego wieku, nie bez przyczyny przypadłość ta zwana jest "chorobą cywilizacyjną". Warto o tym mówić, niezależnie od typu schorzenia, gdyż cukrzyca staje się dziś codziennością licznych osób. Ciężko mi ocenić, czy dokładnie wszystkie zachowania bohaterki, związane na przykład z podawaniem insuliny, były prawdopodobny, gdyż sama nie zmagam się z tą chorobą. Podejrzewam jednak, że tak, gdyż autorka książki na nią cierpi. Moje słowa może też potwierdzać fakt dołączenia do wydania słowniczka, w którym umieszczono wyjaśnienia takich terminów, jak między innymi hipo- i hiperglikemia, pompa insulinowa, hemoglobina glikowana, peny. Dla laików jest to z pewnością przydatne i pozwala na chociaż minimalne poznanie cukrzycy.

   Muszę przyznać, że nie zżyłam się z bohaterami. Fakt, byli oni dosyć ludzcy, zostały pokazane ich "ciemne strony", ale mimo to odniosłam wrażenie, że byli gdzieś za barierą, niedostępni dla czytelnika. Być może też z tego powodu nie wzruszyłam się na zakończeniu, które faktycznie może wyciskać łzy. Trochę szkoda, bo uważam, że gdyby ten element byłby nieco bardziej dopracowany, książka dużo by zyskała.

   Powieść Dominiki Smoleń jest w porządku. Duży plus dostaje za poruszenie problemów, z którymi zmagają się diabetycy. Na pozytywny odbiór ma też wpływ fakt, że książkę czytało się szybko i przyjemnie - to też zasługa prostego języka, którym posługuje się autorka. Zabrakło mi ciekawszych bohaterów, momentami był też zbyt spory dramatyzm. Cieszę się, że miałam okazję zapoznać się z tą lekturą, ale raczej nie będę do niej powracać. Komu polecam? Przede wszystkim osobom gustującym w young adult i obyczajówkach z nutą romansu. Nie jest to pozycja obowiązkowa, ale z pewnością warta uwagi.

★★★★★★

liczba stron: 315, wydawnictwo Szara Godzina
obyczajowa, choroby psychiczne

Książka bierze udział w wyzwaniach: Olimpiada CzytelniczaABC Czytania.
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Autorce - Dominice Smoleń.

18 lutego 2018

(55) Ostateczne starcie: "Niepowszedni. Obława"

Uwaga! To recenzja trzeciego tomu trylogii. W poniższym tekście mogą pojawić się spoilery!
Recenzje poprzednich tomów: "Niepowszedni. Porwanie" i "Niepowszedni. W potrzasku".

   Nadeszła pora na zwieńczenie trylogii Justyny Drzewickiej. Na przeczytanie tej części czekałam jakiś czas i... żałuję, że nie zabrałam się za nią wcześniej. Dostajemy to, co już znamy z poprzednich tomów - przesympatycznych bohaterów i mnóstwo akcji, ale wszystko w jeszcze lepszej wersji. Tak, uważam, że "Niepowszedni. Obława" wypadają zdecydowanie najlepiej. Cieszę się, że historia grupki dzieciaków z pewnymi mocami została właśnie w ten sposób zakończona. Cóż, nie jest to jednak książka idealna - ma swoje wady. Nie próbuje też udawać bardzo poważnego i dojrzałego fantasy - i dobrze.

   Po wydarzeniach w stolicy Ferretum, Niepowszedni powracają do Łajdackiego Krańca, aby ostatecznie rozprawić się z Welesem i resztą jego bandy. Bohaterowie udają się w niebezpieczną podróż, gdzie wielokrotnie zostaną wystawieni na próby. Będą musieli ponownie stanąć twarzą w twarz ze swoimi dawnymi oprawcami i na zawsze pożegnać niebezpieczeństwo. Czy im się to uda? Czy ich przyjaźń przetrwa i czy Niepowszedni poradzą sobie ze wszelkimi przeciwnościami losu?

   Książka wciąga praktycznie od pierwszej strony. Czytelnik od razu zostaje wrzucony w wir wydarzeń z młodymi Niepowszednimi w rolach głównych. Im dalej w las, tym robi się ciekawiej aż do samego końca. Autorka znowu zastosowała schemat rzucania kłód pod nogi bohaterów, jednak odniosłam wrażenie, że nie jest to tym razem aż tak proste. Niektóre problemy zrzucane były na głowy nastolatków po kilka jednocześnie, co zdecydowanie urozmaicało akcję. Pojawiły się też pewne dylematy: rozwiązaniem czego zająć się najpierw? Czy warto porzucić cel misji na rzecz czegoś innego? Nie spowalniało to jednak akcji, nie powstały przez to dłużyzny, co jest jak najbardziej na plus. Niestety, zabrakło mi ostatecznego domknięcia niektórych wątków, między innymi tych dotyczących Agi Badur czy rodziców Źrenicznika. Myślę, że książka spokojnie mogłaby być o te kilkadziesiąt stron dłuższa.

   W trzecim tomie można było zauważyć, że bohaterowie dojrzali. Urzekł mnie też moment, w którym zwrócili uwagę na to, że mimo tylu przeżyć, wciąż jeszcze niewiele wiedzą o świecie. Mam wrażenie, że zyskali sporą dawkę pokory, co jeszcze bardziej pozwala czytelnikowi ich polubić. O samych postaciach nie dowiadujemy się zbyt dużo nowych informacji, no może poza Dalko i Welesem. Ich wątki z przeszłości może nie były nie wiadomo jak przewidywalne, aczkolwiek mnie zaskoczyły. Znowu - zabrakło mi  tutaj trochę rozwinięcia tego, aczkolwiek nie czuję, aby bez tego książka była niekompletna. Po prostu mogłaby jeszcze bardziej zyskać. Spodobał mi się też rozwój relacji pomiędzy Niepowszednimi, również tych romantycznych.

   "Niepowszedni. Obława" to świetne zwieńczenie serii i zdecydowanie najlepszy tom trylogii. Widać, jak ewoluował styl Justyny Drzewickiej i z pewnością będę z zaciekawieniem śledzić dalszą twórczość autorki. Jestem niezwykle zaintrygowana tym, czym może nas jeszcze zaskoczyć. Jeśli jeszcze nie znacie trylogii o Niepowszednich - nadróbcie to szybko!

★★★★★★★★✰

liczba stron: 440; wydawnictwo Jaguar

fantastyka, high fantasy

Książka bierze udział w wyzwaniach: Olimpiada CzytelniczaABC Czytania
oraz Tropem fantastycznych postaci.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

layout by oreuis